Barbara Wójcik – EKSTREMALNIE W PIELĘGNIARSTWIE

Barbara Wójcik – EKSTREMALNIE W PIELĘGNIARSTWIE

Barbara Wójcik – pielęgniarka, ratownik, wolontariuszka Fundacji Ratuj Życie, Członek Pokojowego Patrolu, działaczka Stowarzyszenia Inicjatywa Młodzi Misjom, Członek Polskiej Misji Medycznej z odbytą misją w Senegalu, członek Zespołu Ratunkowego Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej.

– Basiu, wymieniłam wszystkie organizacje, w których działasz, czy o czymś zapomniałam?

– Myślę, że wyczerpałaś temat. Co prawda, z niektórymi z tych organizacji utrzymuje kontakt, ale współpraca w szerokim zakresie nie jest już możliwa ze względu na ograniczenia czasowe, ale faktycznie każda z nich to kawał mojego życia i cały ogrom wspomnień. A mam też nadzieję, że sporo jeszcze przede mną.

– Skąd bierzesz na to wszystko czas i energię? Jaki jest twój sekret?

Z czasem bywa ciężko, ale wszystko jest kwestią organizacji. Codzienna działalność jako wolontariusz nie jest problemem. System pracy dyżurowej pomaga nieco w wygospodarowaniu czasu na inne aktywności poza pracą. Nie ma tu żadnego sekretu, tylko odrobina planowania strategicznego ;). Wyjazdy zagraniczne są zwykle planowane ze sporym wyprzedzeniem czasowym, a to pozwala na zaplanowanie urlopu. Staram się również omijać najbardziej newralgiczny urlopowo czas, czyli wakacje i jeśli to możliwe planować wyjazdy w innym okresie roku. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe ze względu na pogodę, klimat w danym rejonie świata lub choćby administracyjne wakacje, a wtedy np. brak ludzi na miejscu do współpracy.

-Opowiedz nam jak to jest być Tobą. Czym zajmujesz się na co dzień, co sprawia Ci radość, z jakimi trudnościami się spotykasz na co dzień w swojej pracy? (albo jak wygląda Twój typowy dzień)

– Hahaha, ciekawie sformułowane pytanie, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, po prostu jestem. Na co dzień pracuje na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii jako pielęgniarka, współpracuje również przy projekcie infolinii medycznej „Doradca Medyczny”. Jestem na takim etapie pracy zawodowej, że muszę przyznać iż lubię swoją pracę. Pracuję na oddziale, który jest wielodyscyplinarny. Opiekuję się osobami z różnym profilem problemów zdrowotnych, a to powoduje sporą mobilizację w samokształceniu, ale także wyrabia umiejętność ciągłej obserwacji i oceny pacjenta. Wydaje się, że powinno to być zupełnie normalne i naturalne, ale w mojej ocenie w pielęgniarstwie uczymy się tego latami. Codzienne doświadczenia uczą także szybkiej analizy i reagowania. Wydaje mi się, że mam dość mocno zadaniowe podejście, a dzięki temu jeszcze bardziej odnajduje się w pracy, gdzie schemat „akcja – reakcja” jest realizowany ciągle w opiece na chorymi. A na co dzień między dyzurami próbuje wyruszać w góry lub pojeździć na rolkach albo rowerze, czyli zupełnie normalne aktywności.

-Pracujesz w szpitalu, jeździsz na misje, szkolisz, edukujesz, po prostu działasz. Czy jest jakaś historia związana z byciem tak aktywną i zaangażowaną pielęgniarką, którą uważasz za straszną?

– Straszną? Wydaje mi się, że chyba ujęłabym to trochę inaczej. Miewam sytuację stresująco – mobilizujące. Najczęściej takie sytuacje podczas wyjazdów projektowych są związane z dynamiką zmian organizacyjnych, ale także z sytuacja w danym miejscu na świecie. Moje pierwsze wyjazdy odbywały się do Republiki Środkowoafrykańskiej. I trzeba przyznać, że był to czas niedługo po rebelii, a więc musieliśmy się borykać z pewnymi trudnościami zwłaszcza przy przemieszczaniu, jak bariery wojskowe, kontrole dokumentów, zwykle prowadzone przez uzbrojonych ludzi. W Senegalu, gdzie miałam okazje prowadzić szkolenia z resuscytacji, ciekawym doświadczeniem było to, że zazwyczaj nie wiedziałam ile osób będzie na szkoleniu, a zdarzyło się też, że na szkolenie przyszli nie tylko medycy, ale także nauczyciele i ludzie z wioski, bo byli zainteresowani tematem, więc pełen spontan organizacyjny był wskazany. Trudnością wyjazdową bywają też własne problemy zdrowotne, które uniemożliwiają realizacje projektowych założeń i planu. Właśnie w Senegalu prawie po trzech tygodniach pracy złapałam infekcje, która zaburzyła nam nieco plan. Na szczęście to nie była malaria, a raczej jakieś mocniejsze przeziębienie.

– Na pewno znajdzie się też zabawna, czy wzruszająca historia. Opowiesz nam?

– Zabawna, tak, jest taka. Kiedy w 2011 roku pracowałam z moją przyjaciółką Olą przy organizacji oddziału pediatrycznego szpitala w Bagandou w RCA znalazło się kilku chętnych miejscowych mężczyzn, by nas kupić. Przyszli do ówczesnej dyrektorki szpitala z pytaniem, ile by chciała za nas dostać, bo chętnie by nas kupili. Na szczęście transakcja nie doszła do skutku, ale śmiechu było sporo. Ta sytuacja była mocno zakorzeniona w tamtejszych realiach, bo do dziś konieczne jest wniesienie daniny za żonę, rodzaj wykupu kobiety od rodziny. A posiadanie żony Europejki byłoby szczytem prestiżu, więc chętni znaleźli się szybko, ale zostali zbyci po usłyszeniu ceny. 

– Co jest Twoją zawodową misją lub marzeniem?

– Chciałabym, aby pielęgniarstwo w Polsce umożliwiało kształcenie dające realną samodzielność zawodową. Wydaje mi się, że dobrym krokiem w te stronę jest wprowadzenie zajęć symulacyjnych na uczelniach medycznych. Ogromna ilość teorii, którą przyswajamy na studiach i potem w trakcie odbywanych kursów często mają małe przełożenie na rzeczywistość pracy. Bo nie ma danego sprzętu, bo w danym miejscu inaczej wykonuje się procedurę, bo czasem po prostu nie da się wdrożyć teorii w praktyce. Część z tego jest przeszkodą realną, a część tylko mentalną, ale często sobie nie radzimy z ich pokonaniem i zostaje „po staremu”. Moim pierwszym wyuczonym zawodem jest ratownictwo i to właśnie podczas tych studiów nauczyłam się szybkiej oceny i reagowania w sytuacjach zagrożenia. Nauczyłam się także, że muszę znać swoje uprawnienia i dbać o rozwój kompetencji, by zapewniać najlepszą możliwą opiekę moim pacjentom. Dziś wydaje mi się, że to myślenie przyczynowo – skutkowe udaje się wdrażać w praktyce, jednak mało z tych umiejętności można zdobyć na studiach pielęgniarskich.

-Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa dla Ciebie pielęgniarstwo? Jakie daje Ci możliwości, narzędzia, a kiedy zamyka przed Tobą drzwi?

– Pielęgniarstwo stało się dla mnie podstawowym zawodem, bo daje mi możliwość swobodnej zmiany pracy, poszerzenia zainteresowań w różnych kierunkach. Na ten moment nie wyobrażam sobie pracy poza intensywną opieką, ale może za rok czy dwa wymyślę, że chce pracować na innym oddziale, może w przychodni, a może w gabinecie kosmetycznym. Wbrew pozorom daje to również pewne poczucie wolności i bezpieczeństwa zawodowego.

Z drugiej strony czasem nie rozumiem dlaczego ciągle mam wrażenie, że boimy się jasno mówić o naszych oczekiwaniach zawodowych, wchodzić w dyskusję, walczyć o lepsze warunki pracy i lepsze warunki dla naszych pacjentów. Wydaje mi się, że gubi nas czasem przesadne przywiązanie do tradycji, za rzadko patrzymy w przyszłość. Widać to po sytuacji demograficznej w zawodzie, ale również w …

– Co doradzisz młodym szukającym swojego miejsca w zawodzie?

– Polecam podejmowanie wyzwań od samego początku pracy zawodowej. Warto wybierać jako pierwsze miejsca pracy oddziały potencjalnie „bardziej obciążające” i nie obawiać się, że „jestem po szkole, brak mi doświadczenia, na pewno sobie nie poradzę”. Jeśli posiadasz otwarty umysł i chcesz się rozwijać musisz podejmować wyzwania. Bardzo polecam ciągłe kształcenie, ale niekoniecznie takie tradycyjne, kursowe, choć to też jest potrzebne, ale dziś mamy możliwość dzielenia się wiedzą i doświadczeniem na bieżąco poprzez blogi o tematyce zawodowej, podcasty. Tu nie ma wytłumaczenia, że nie mam czasu czy pieniędzy na kursy, bo z takich źródeł wiedzy możemy korzystać za darmo i właściwie wszędzie gdzie mamy dostęp do internetu.

-Dziękujemy za poświęcony nam czas, życzymy duszo pomyślności i sukcesów w działaniach. Zawsze chętnie o nich usłyszymy!

Autor:

Angelika Rąpała mgr pielęgniarstwa, członek SPC

Proszę zostaw odpowiedź

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: