fbpx

Monika Drobińska w rozmowach o poświęceniu… w zawodzie pielęgniarki i lekarza.

Była interwencja[..] Zrobiliśmy wszystko jak trzeba […]i myślałam, że od uciskania klatki człowieka doopa mi spociła. Dopiero kolega mi powiedział, że natychmiast mam się kłaść na łóżko obok. Odruchowo dotknęłam się ręką – była czerwona.

Ginekolog ściągnięty na Izbę potwierdził poronienie.”

 

Monika Drobińska w rozmowach o poświęceniu… w zawodzie pielęgniarki i lekarza.

 

Anka, lat 44, pielęgniarka operacyjna

 

Mam ośmioletniego syna. Po latach walki o dziecko. Dosłownej walki. Takiej fizycznej i psychicznej.

Poroniłam cztery razy.

Bez przyczyny. Po pierwszym razie, chociaż przeżyłam to strasznie, powiedziałam sobie, że pewnie Bóg tak chciał i wie, co robi. Po drugim wyłam kilka tygodni jak zarzynane zwierzę. Po trzecim przestałam wierzyć w Boga. Po czwartym umarłam w środku. 

Widziałam, jak w pracy każda z nas walczy o dziecko. Tylko bardzo nieliczne miały szczęście od razu. To były te, które pracowały na bloku krótko.

Bo wiesz, gazy…

Nie było wyciągów. Wszystko szło na salę operacyjną i my tym podtlenkiem oddychałyśmy przez lata. Anestetyczki na butle z tym świństwem kładły rękawiczki z wodą, niby miało pomóc. Otwierałyśmy okna, zasypiałyśmy po kilku godzinach pracy na stojąco.

Zaszmacie ( pielęgniarki anestezjologiczne przyp. autora) miały jeszcze gorzej. One stały wprost w tych wyziewach. Mierzyły co chwilkę ciśnienie i taki worek uciskały. Oddychały za pacjenta.

Nikt nam nie mówił , że gazy są szkodliwe. Nawet dziś chyba nie ma takich badań. Bo która firma się przyzna, że jej produkt ma wpływ na utrzymanie ciąży i  zajście w ciążę?

Pewnie i inne rzeczy miały jeszcze wpływ:

praca w stresie, nieregularny tryb życia, zasuwanie po nocach, dźwiganie narzędzi.

Nie wiem. Wiem tylko, że żadna z moich koleżanek z pracy nie miała bezproblemowej ciąży.

Wiesz , co było najgorsze?

Cięcia cesarskie.

Wyłam jak idiotka. Łzy mi leciały. Kapały. Jak grochy. Miałam przecież wszystko. Męża, dom, pieniądze. Nie miałam dziecka. To już potem była obsesja. Jak ja nienawidziłam tych kobiet, chociaż nic mi nie zrobiły. Miały moje marzenie. Stałam do tych cięć i siłą się powstrzymywałam, żeby do serca nie tulić obcych dzieci, chociaż na sekundę. Poczuć bicie małego serduszka i zapach. Zawsze jednak zdążyłam je palcem pogłaskać.

Po trzecim poronieniu koleżanki nie pozwalały mi stawać do cięć.

Przeżywały to samo, co ja. Wcześniej. Dwie adoptowały dziecko. Jedna nie ma.

Te, co mają szczęście nigdy nie doświadczyły go za pierwszym razem.

Dziś jest inaczej. Wyciągi gazów i pewnie bezpieczeństwo większe. Ale i tak poronienia są częste.

Co było najgorsze?

Strach, że nigdy nie zostanę matką. Pragnienie bycia mamą. Taki ból wewnętrzny. Zaglądanie w wózki na ulicy.

Wchodzenie do sklepów z ciuszkami. Potem miałam juz tak zrytą głowę, że gdziekolwiek się odwróciłam widziałam małe dzieci i kobiety z brzuchem.

Mam syna.

Jestem szczęśliwa.

Wcześniak, ale zdrowy. 

Nagroda za każdy dzień cierpienia.

Nie, nie próbowałam szósty raz. 

I tak mam szczęście.

 

 

Jola, pielęgniarka anestezjologiczna, 46 lat 

 

Pytasz o choroby zawodowe?

Poronienia i bezpłodność na pewno.

Kiedy ja zaczynałam pracę na bloku operacyjnym nikt nam nie mówił o szkodliwości gazów anestetycznych. Dzieci się podsypiało halotanem na maskę, śmierdziało jak cholera, głowa bolała, spać się chciało.

No i te wszystkie środki dezynfekcyjne. Smród chloraminy, w której moczyłyśmy sprzęt, potem trzeba było go wyjąć, wypłukać i wysuszyć.

Plus dźwiganie na OIOM-ie. Kilkadziesiąt kilo ludzkiego nieprzytomnego ciała we dwie odwracałyśmy na boki, kilkanaście razy na dyżur. 

Pierwszy raz poroniłam w siódmym tygodniu, w nocy. Rano miałam iść do lekarza po potwierdzenie i zwolnienie.

Była interwencja, reanimacja na izbie przyjęć ( SOR-ów jeszcze wówczas nie było). Pobiegliśmy we dwoje z kolegą anestezjologiem. Zrobiliśmy wszystko jak trzeba i myślałam, że od uciskania klatki człowieka doopa mi spociła. Dopiero kolega mi powiedział, że natychmiast mam się kłaść na łóżko obok. Odruchowo dotknęłam sie ręką – była czerwona. Ginekolog ściągnięty na Izbę potwierdził poronienie. O szóstej znieczulał mnie do skrobanki kolega, z którym byłam na reanimacji.

Pamiętam, że pogładził mnie po policzku.

Pół roku byłam na zwolnieniu. Depresja. Widziałam ile razy moje koleżanki dzieci traciły. Ile rozpaczały, jak gasły. 

W drugą ciążę zaszłam na tym zwolnieniu. Urodziłam córkę, ma dziś jedenaście lat. Leżałam cały czas. Wcześniak, ale z charakterkiem. 

Potem próbowaliśmy z mężem jeszcze dwa razy.

Na więcej nie mieliśmy siły. Bo wiesz… Ja miałam depresję, ale mój mąż musiał być silny za mnie i za siebie. Gdyby nie on zabiłabym się.

 

Autor: Monika Drobińska Członek Stowarzyszenia Pielęgniarki Cyfrowe

Blog osobisty Pani Moniki Drobińskiej

Prawa autorskie zastrzeżone, kopiowanie tylko z podaniem źródła

 

 

Druga część wkrótce! A tam historia lekarza i podsumowania… naszych poświęceń.

Proszę zostaw odpowiedź

6 thoughts on “Monika Drobińska w rozmowach o poświęceniu… w zawodzie pielęgniarki i lekarza.

  • Wszystko co napisała ta Pani jest prawdą. Podobnych historii są tysiące zarówno w kraju i za granicą w tych zawodach, z tym że pracując za granicą nawet w niepełnym wymiarze godzin można „wyżyć”. W Polsce nie starcza jeden etat na normalne egzystowanie. To jest wstyd i hańba w jaki sposób pielegniarki-kobiety są wyzyskiwane. Praca w szkodliwych warunkach bez odpowiedniego monitorowania zdrowia przez pracodawcę czy odpowiedniej ilości urlopu aby zregenerować siły. Poronienia są częste wśród pielegniarek, nie wspomnę o już jakie rodzą się dzieci, a znam przypadki niepełnosprawności czy innych komplikacji zaraz po urodzeniu obecnych dzieci pielegniarek. Ten zawód jest ciężki fizycznie i to już nie sprzyja własnemu zdrowiu, ciągle redukcję personelu i brak jakiekolwiek pomocniczego pogarsza sprawę. Jest to tak przykre że nie może być mowy o innym zakończeniu sprawy. Bez głębokich i radykalknych zmian polskie społeczeństwo może pozostać bez profesjonalnej opieki. Takie są realia na dzień dzisiejszy. Oczywiście rządzący i zarabiający miliony złotych rocznie nie widzą problemu. To ich w końcu nie dotyczy. Ale mam nadzieję że już niedługo obudzą się z ręką w…..

    • W latach 70 i 80 pielęgniarki anestezjologiczne a taką byłam szły do znieczulenia na blok bo tam nie trzeba było dźwigać jak na OIOM wiem bo byłam jedną z nich nikt nie mówił że eter i halotan i podtlenek szkodzą a były i kapanki eterem i halotan email koleżanki wiedzą o czym piszę, poroniłam 3 razy ale nikt nie wiązał tego z pracą

  • Także byłam pielęgniarką anestezjilogiczną na bloku bez wyciągu gazów anestetycznych ,tak jak pani pisze byłam śpiąca po długich zabiegach, poroniłam pierwszą ciąże -o tym się nie mówiło głośno. Od lekarza anestezjologa usłyszałam no szkodliwości tej pracy. Drugą ciąże przeleżałam prawie 6 miesięcy w szpitalu, z krótkimi przerwami w domu. Urodziłam wcześniaka vacum -krwiak w IV komorze mózgu dziecka utworzony poprzez mechaniczne uszkodzenie. Tak jak ta pani nie zdecydowałam się na drugą ciąże bo dodatkowo pracując dalej w zawodzie miałam chorobę popromienną w skutek braku odpowiedniego BHP ( między innymi braku wentylacji) przy zabiegach ortopedycznych z udziałem aparatów RTG. Odeszłam z bloku na skutek interwencji lekarza medycyny pracy z Katowic – bo moja przełożona kierowała mnie do pracy na Oddział Ortopedii gdzie z pacjentami pielęgniarka udaje się do pracowni RTG celem dokonania prześwietleń .Trzy lata brałam leki które miały na celu wzmocnienie odporności mojego organizmu, miałam zaburzoną krzepliwość krwi , leukocyty pamiętam 2,6 gdzie myślałam że to błąd laboratorium, dużą leukocytozę. Nikt nie pomagał tylko sama walczyłam o siebie. Spotkało mnie wiele przykrości od przełożonych zwłaszcza Pani magister -przełożonej pielęgniarek.Taki cichy dramat. Nawet nie mogłam się zwolnić z pracy na zasadzie porozumienia stron . Dopiero po rozmowie z dyrektorem placówki o moim stanie zdrowia , że na bloku je straciłam kazano napisać mi nową prośbę a stara została potargana. Tak to mnie spotkało -pielęgniarkę anestezjologiczną.Obecnie inaczej bym się zachowała nie dałabym się tak upokarzać , odeszłam z podkulonym ogonem z poczuciem winy , tylko dlaczego ? Takie czasy , taka sytuacja ……….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: